Społeczność
blog.ekologia.pl   Blogerzy   JasonHunt   Dobroczynne rośliny motylkowe
0

Dobroczynne rośliny motylkowe

Nazwa tych roślin pochodzi od charakterystycznego kształtu kwiatów, których płatki korony rozmieszczone są w taki sposób, że całość wyglądem przypomina motyla. Taki kształt mają kwiaty grochu lub fasoli. Rolnicy interesują się wieloma gatunkami roślin motylko- wych i, zależnie od tego, czy są one uprawiane przede wszystkim na zbiór ziarna, czy też na paszę dla zwierząt, nazywa się je również roślinami strączkowymi, bądź motylkowymi pastewnymi lub drobnonasiennymi, ponieważ nasiona form pastewnych tych roślin są bardzo małe. Najpowszechniej uprawia się u nas lucernę, trzy gatunki koniczyny i seradelę - jako motylkowe pastewne - zjadają je bezpośrednio na pastwiskach zwierzęta, albo też zbiera się je na siano lub susz. Pod uprawę roślin strączkowych przeznacza się mniejsze obszary gruntów niż pod zboża czy rośliny okopowe, ich produkcja jest mniejsza, ale - jak się przekonamy - nasiona ich, zbierane jako plon, są bardzo wartościowe. W warunkach zmechanizowanego rolnictwa uprawa roślin strączkowych jest jednak trudna i dlatego produkcja nasion tych roślin jest ciągle niewystarczająca. Żeby zmienić tę sytuację, hodowcy wkładają wiele wysiłku w wyhodowanie odmian, nadających się do zmechanizowanej uprawy i odpowiednio plonujących. Zadanie to jest pilne i ważne, gdyż brak dostatecznej ilości białka paszowego hamuje rozwój produkcji zwierzęcej, a właśnie nasiona roślin strączkowych zawierają spore ilości białka, i to o dużej wartości. Na terenie naszego kraju uprawia się kilka gatunków roślin strączkowych, przy czym niektóre z nich, jak np. fasola lub bób, traktowane są głównie jako warzywa, natomiast w produkcji rolniczej najważniejszy jest groch, a dalej - bobik i łubiny. Rośliny strączkowe, w porównaniu z innymi gatunkami uprawnymi, są pod pewnymi względami wyjątkowe. Zdolne są one mianowicie wykorzystywać azot atmosferyczny dla swoich potrzeb w wyniku współżycia z bakteriami glebowymi i tym samym, poza niewielkimi ilościami w niektórych warunkach, nie wymagają nawożenia azotem. Zawierają one ponadto białko lepsze niż białko nasion zbóż, bogatsze w tzw. egzogenne aminokwasy.

Obie te cechy są bardzo ważne i korzystne dla rolnika. Ale, jak wspomniano wyżej, dotychczas wysiewane odmiany roślin strączkowych mają także i wady, które powodują, że ich uprawa jest trudna i mało opłacalna. Plon roślin strączkowych jest o wiele niższy niż np. zbóż (prawie o połowę). Mała jest też tzw. wierność plonowania tych roślin, to znaczy, że w jednym roku plony są duże, a w innym znikome, stąd duże ryzyko uprawy. Poza tym dojrzewanie strąków nie jest równomierne - niektóre z nich są dojrzałe i pękają lub opadają z rośliny, podczas gdy inne są jeszcze zielone, a do tego rośliny strączkowe często wylęgają. Wszystko to bardzo utrudnia ich mechaniczny zbiór, a często plon tych roślin trzeba zbierać z pól nawet ręcznie. W Polsce rośliny strączkowe uprawiane są na powierzchni około 229 000 ha, co stanowi zaledwie 1,8% ogólnej powierzchni gruntów ornych. Roczna produkcja nasion z tego areału wynosi średnio około 261 000 ton, czyli 12,7 q/ha, podczas gdy średni plon zbóż wynosi 25 q/ha, a więc dwa razy tyle. Zawartość białka w ziarnie roślin strączkowych jest co prawda o 100 % wyższa niż w ziarnie zbóż, ale - przy takich plonach - z hektara udanych strączkowych rolnik zbiera tę samą ilość białka, co z hektara zbóż, przy czym uprawa zbóż jest znacznie łatwiejsza i pewniejsza. Po tych wstępnych uwagach przyjrzyjmy się bliżej ważniejszym roślinom strączkowym. Najważniejszą rośliną z tej grupy jest w naszym kraju - jak już powiedzieliśmy - groch. Podobnie jak wiele innych gatunków strączkowych, groch jest uprawiany również w ogrodach i warzywnikach. Wiele różnorodnych odmian grochu, wysiewanych obecnie na znacznych obszarach - od górzystych terenów w strefie tropikalnej (Kenia, Nigeria), aż po północne granice zasięgu rolnictwa (Skandynawia) - pochodzi najprawdopodobniej od dzikich form grochu udomowionych w basenie Morza Śródziemnego. Znaczna różnorodność dzikich i prymitywnych form tego gatunku występuje również w Małej Azji, Azji Centralnej i w Etiopii, co wskazuje na możliwość niezależnego udomowienia grochu również na tych terenach. W wykopaliskach z epoki kamiennej znajdowano już duże nasiona grochu udomowionego, jednak wiele danych wskazuje na to, że w czasach greckich i rzymskich uprawiano groch na niewielką skalę, rozpowszechnił się on dopiero w późniejszych czasach i obecnie jest uprawiany prąwie w całej strefie o klimacie umiarkowanym.

W rolnictwie stosuje się uprawę grochu na nasiona, bowiem stanowią one cenne źródło białka w pożywieniu ludzi, oraz na zielonkę - paszę dla zwierząt. Odmiana grochu uprawiana na zielonkę, najczęściej w mieszankach ze zbożami (owies), nazywa się peluszką. Pelusz- ka ma znacznie mniejsze nasiona, o ciemnym zabarwieniu, i różowe kwiaty, podczas gdy grochy jadalne kwitną biało, a ich nasiona są jasne, żółte lub zielonkawe i znacznie większe niż nasiona peluszki. Do niedawna te dwie formy uznawano za odrębne gatunki: Pisum sativum — groch siewny, jadalny i Pisum ar- vense - peluszką. Jednak doświadczenia z krzyżowaniem grochu z peluszką wykazały, że obie formy należą do jednego gatunku. Poza znaczeniem gospodarczym groch jest również rośliną,,zasłużoną” dla nauki - doświadczenia z krzyżowaniem grochu o różnych kolorach kwiatów oraz barwie i kształtach nasion dały podstawę Grzegorzowi Mendlowi do sformułowania praw dziedziczenia i zapoczątkowały rozwój genetyki. W ostatnich kilkunastu latach bardzo rozwinął się nowy sposób użytkowania grochu - zbiór zielonego, nie w pełni dojrzałego grochu dla potrzeb przemysłu spożywczego. Coraz mniej grochu zjadają ludzie w postaci tradycyjnej grochówki, gotowanej z dojrzałych nasion, a coraz więcej zielonego groszku z puszki - jako jarzynę i do sałatek. Produkcja zielonego groszku w wielu krajach zachodniej Europy i w Stanach Zjednoczonych jest jedną z najbardziej uprzemysłowionych dziedzin rolnictwa, z dobrze zorganizowanym systemem kontraktacji, uprawy i zbioru, o co dbają lokalne zakłady przetwórcze. Produkcja groszku jest zorganizowana podobnie jak produkcja cukru z buraków cukrowych.

Zapotrzebowanie ze strony dynamicznie rozwijającego się przemysłu przetwórczego zdopingowało rolników do wyhodowania nowych odmian grochu, nadających się do tego typu produkcji, a więc plennych, odpornych na wylęganie i wczesnych. Ten typ użytkowania w znacznym stopniu ograniczył uprawę grochu na zbiór suchych, dojrzałych nasion. Podobnie jak w przypadku innych roślin uprawnych, hodowcy grochu zwracają także uwagę przede wszystkim na jakość ziarna, grubość i twardość okrywy nasiennej, co wiąże się z długością czasu potrzebnego na rozgotowanie ziarn. Każdy, kto kiedykolwiek gotował grochówkę, wie, jak ważna jest ta cecha. Ponadto jakość nasion zależy od zawartości w nich pewnych związków węglowodanowych, powodujących u niektórych osób kłopoty z trawieniem potraw przyrządzonych z grochu. Do niedawna popularną w Polsce rośliną strączkową był łubin, jednak jego uprawa coraz się zmniejsza. Jak groch w pożywieniu ludzi, tak łubin stanowi cenne źródło białka w pożywieniu zwierząt, ale ciągle jeszcze ta roślina jest zbyt mało doceniana- Mając zalety wszystkich motylkowych - łuhin może być uprawiany na lekkich, piaszczystych glebach, może dawać wartościowy plon na polach, gdzie uprawa innych roślin się nie udaje. W nasionach łubinu występują substancje o gorzkim smaku - alkaloidy. W większych ilościach są one trujące, a ponieważ występują również w łodygach i liściach - wartość łubinu jako paszy była niewielka. Aż po lata trzydzieste naszego wieku łubiny uprawiano prawie wyłącznie na zielony nawóz, na słabych glebach. Kwitnące rośliny łubinu w całości przyorywano. W czasach, gdy nie stosowano jeszcze sztucznych nawozów azotowych, był to jeden z najlepszych sposobów nawożenia. Przyorane rośliny łubinu wnosiły do gleby znaczną ilość substancji organicznych, co poprawiało jej strukturę, oraz od 50 do 150 kg azotu na hektar, czyli ilość obecnie stosowaną w uprawie zbóż. Również we współczesnym rolnictwie stosuje się zielony nawóz, najczęściej wykorzystując okres po żniwach i przed siewami ozimin, kiedy wysiewa się łubin jako poplon. Stosunkowo wysokie ceny nasion łubinu ograniczają jednak stosowanie tego pożytecznego zabiegu agrotechnicznego w naszym rolnictwie. Gorzkie nasiona łubinu stosowano dawniej, w ograniczonym zakresie, również jako paszę dla zwierząt, po uprzednim wypłukaniu alkaloidów wodą. Był to jednak zabieg bardzo pracochłonny.

W rejonach o rozwiniętej hodowli ryb, ziarna gorzkich łubinów użytkowano do ich żywienia. Na kilka lat przed II wojną światową niemieccy hodowcy znaleźli zmutowaną roślinę łubinu, w której nasionach prawie nie było alkaloidów. Od tego momentu rozpoczęła się hodowla łubinów pastewnych, niekiedy zwanych słodkimi, których nasiona doskonale nadają się na paszę, gdyż zawierają dużo dobrego białka i zaledwie tylko ślady alkaloidów. Obecnie znamy kilkanaście różnych genów, warunkujących zablokowanie syntezy alkaloidów w łubinie, i hodowcy wykorzystują je w wytwarzaniu nowych odmian roślin pastewnych. W Polsce wyróżnia się trzy gatunki łubinu: łubin żółty, łubin wąskolistny niebieski, a także na niewielką skalę łubin biały. NiskoalkaJo- idowe odmiany łubinu mogłyby być podstawowym źródłem wartościowego białka pastewnego w rejonach o słabych glebach, gdyby były plenniejsze i lepiej dostosowane do mechanicznej uprawy. Na naszych polach przeważają lekkie, piaszczyste gleby, dlatego zainteresowanie rolników łubinami jest duże. Niestety, dotychczas nie ma odmiany, która byłaby na tyle dobra, by mogła być uprawiana na skalę odpowiadającą potrzebom. Na lepszych glebach identyczną rolę mógłby spełniać bobik, inny gatunek roślin strączkowych. Jednak podobnie jak w przypadku łubinów, brak dotychczas odpowiedniej odmiany. W nowoczesnym rolnictwie tylko jedna roślina strączkowa zrobiła wielką karierę - jest nią soja. Uprawia się ją od niepamiętnych czasów w Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim w Chinach. W tym rejonie świata soja była od dawna i jest do dziś bardzo ważnym źródłem białka, gdyż tam spożycie mięsa i nabiału jest bardzo małe.

Aż do początku obecnego wieku soję uprawiano prawie wyłącznie na terenie Chin i Mandżurii, a do Europy sprowadzano tylko niewielkie jej ilości dla potrzeb specjalnych, np. do chińskich restauracji i do produkcji przypraw, np. keczupu. Na początku XX wieku podejmowano próby uprawy soi w Europie, jednak skończyły się one niepowodzeniem. W tym czasie niewielkie ilości soi produkowano w Stanach Zjednoczonych i w Ameryce Południowej. Produkcja ta miała jednak wyłącznie znaczenie lokalne i nie odgrywała żadnej roli w handlu światowym. Taki stan rzeczy istniał do II wojny światowej. Trudności w zaopatrzeniu w masło, jakie pojawiły się w czasie wojny w Stanach Zjednoczonych, przyczyniły się do wzrostu produkcji margaryny, a tym samym spowodowały wzrost zapotrzebowania na soję, ponieważ olej sojowy był podstawowym surowcem do produkcji margaryny w tym kraju. Od tego momentu rozpoczął się gwałtowny wzrost uprawy soi, który wraz z postępem w hodowli tej rośliny spowodował, że obecnie soja jest uprawiana w tym kraju na obszarze równym zasiewom pszenicy, głównego zboża w Ameryce Północnej, i tylko nieznacznie mniejszym od powierzchni uprawy kukurydzy, W rezultacie takiego błyskawicznego rozwoju uprawy, Stany Zjednoczone dają obecnie 3/4 światowej produkcji soi, one są głównym eksporterem ziarna sojowego i produków pochodnych. W ostatnich latach zaznaczył się wyraźny wzrost produkcji soi w Brazylii i - zdaniem fachowców - kraj ten ma wszelkie Nasiona soi dane, aby stać się pierwszym producentem soi na świecie. Co spowodowało takie zainteresowanie soją? Podobnie jak innych roślin strączkowych, nasiona soi są bogate w białko, ale zawierają również znaczne ilości tłuszczu roślinnego, i to dobrej jakości. Ziarno jest więc wykorzystywane prawie w całości - po wytłoczeniu lub ekstrakcji oleju pozostaje śruta, zawierająca dużo białka i nadająca się doskonale na paszę. Sukces soi w porównaniu z innymi strączkowymi polega jednak przede wszystkim na stosunkowo wysokich pionach i wierności plonowania w rejonach uprawy. Wskutek tego kilogram białka z soi kosztuje w jednostkach porównywalnych 31 centów, podczas gdy kilogram białka w ziarnie pszenicy 41 centów, przy czym jakość białka sojowego jest bez porównania lepsza niż białka z pszenicy. Ostatnio coraz częściej można usłyszeć o pojawianiu się w sprzedaży nowych produktów białkowych, zastępujących mięso, wytwarzanych z soi.

Wysyłaj smsy do wszystkich sieci za darmo: Darmowa Bramka SMS

Białko otrzymywane z nasion soi nazywane jest izolatem białkowym i stosowane jest jako dodatek do tak popularnych wyrobów jak hamburgery i parówki, lub też - po specjalnej obróbce - używane jest do wyrobu befsztyków i kotletów, w smaku i konsystencji niewiele różniących się od potraw z prawdziwego mięsa. Przyczyna pojawienia się tych produktów jest prosta. Wytworzenie kilograma białka sojowego kosztuje 31 centów, podczas gdy produkcja kilograma białka w mięsie wołowym kosztuje 3 dolary i 26 centów, a w mleku - 2 dolary i 34 centy. Białko sojowe, niewiele ustępuje jakością białkom zwierzęcym, jest więc kilkakrotnie tańsze. Poza tym wielu specjalistów od żywienia twierdzi, że brak dostatecznej ilości białka roślinnego i nadmierne spożywanie produktów zwierzęcych przez ludzi w bogatych krajach uprzemysłowionych powoduje wiele zagrożeń dla ich zdrowia, W 1970 r. produkcja izolatów białkowych z soi wynosiła już 20000 ton. Na początku naszego wieku prowadzono próby uprawy soi w zachodniej Europie i w Polsce. Dwie cechy tej rośliny powodują, że nie udaje się jej uprawa w naszych warunkach. Po pierwsze - soja należy do grupy roślin tzw. krótkiego dnia, a po drugie - wymaga dużej ilości opadów w pełni lata. Takie warunki panują w ojczyźnie soi - w Mandżurii, i do tych warunków soja jest przystosowana. Na marginesie wyjaśnijmy, co to znaczy - roślina krótkiego lub długiego dnia. Jest to cecha fizjologiczna, powodująca, że rośliny krótkiego dnia rozwijają się, kwitną i owocują tylko przy dniu nie dłuższym niż 14 godzin. Takie warunki oświetlenia panują w strefie tropikalnej lub subtropikalnej. W naszej szerokości geograficznej mamy latem dzień długi do 18 godzin i w takich warunkach rośliny krótkiego dnia nie zakwitają i nie wiążą owoców, procesy te następują dopiero w warunkach skracającego się dnia, w drugiej połowie lata. Jest to zwykle za późno, bowiem rośliny nie zdążą wydać plonu przed jesiennymi przymrozkami.

W pełni naturalny, skuteczny i niezawodny lek na kaca

Poza soją, również kukurydza należy do roślin krótkiego dnia. Rośliny długiego dnia, np. żyto - odwrotnie, nie dojrzewają przy krótkim dniu. Nie wszystkie rośliny należą do jednej z tych grup - są gatunki obojętne na długość dnia, a również i w obrębie poszczególnych gatunków istnieje zmienność pod tym względem. Można zatem wyselekcjonować formy mniej wrażliwe na długość dnia. Na tym opierają swoje prace hodowcy soi w Polsce, starając się otrzymać odmiany, nadające się do uprawy w naszym klimacie. Wspomnieliśmy już o tym, że poza cennym białkiem w nasionach, rośliny strączkowe - dzięki współżyciu z bakteriami z grupy Khizo- bium , nie wymagają nawożenia azotowego, a nawet same wzbogacają glebę w ten ważny składnik. Szeroko dostępne i tanie nawozy sztuczne spowodowały niedocenianie tej ważnej cechy roślin motylkowych. Jednak masowe stosowanie dużych dawek w nawożeniu powoduje zaburzenie równowagi biologicznej w środowiskach rolnych i ujemne skutki związane z zanieczyszczaniem wód azotanami. Spowodowało to w ostatnich latach wzrost zainteresowania roślinami motylkowymi i przyspieszenie prac hodowlanych nad wytworzeniem odmian uprawnych, zdolnych do konkurowania pod względem plonowania i mechanizacji uprawy z innymi roślinami uprawnymi. Jak duże możliwości można jeszcze upatrywać w roślinach motylkowych, świadczy chociażby to, że średni plon soi w Stanach Zjednoczonych wynosi około 22 q/ha, ale zdarzają się plony wynoszące ponad 55 q/ha, uzyskiwane w zwykłych warunkach produkcyjnych. Rozwój metod doświadczalnych współczesnej biologu powoduje, że jeszcze śmielsze pomysły starają się zrealizować naukowcy. Chcą, mianowicie, pobrać za pomocą metod tzw. inżynierii genetycznej z DNA rośliny motylkowej tę część zapisu genetycznego, która warunkuje współżycie z bakteriami glebowymi i wiązanie azotu z atmosfery, i przenieść ją do innych roślin uprawnych, nie mających tej cechy, np. do zbóż. Rozwiązałoby to na drodze biologicznej wszelkie problemy związane z nawożeniem azotem. Mimo dużego postępu w biologii, jest to zadanie bardzo trudne i nie wiadomo, czy i kiedy się ono powiedzie. W każdym razie korzyści z takiego udanego zabiegu byłyby tak duże, iż wielu badaczy pilnie zajmuje się tym problemem. Zanim jednak wyhodujemy odpowiednie rośliny, musimy stosować nawożenie azotowe. Należy czynić to z umiarem i celowo oraz starać się w większym niż dotąd stopniu korzystać z bardzo cennych ze względów rolniczych cech roślin motylkowych.

Ten wpis czytano 13 razy.